Zofia Posmysz ” Królestwo za mgłą”

Witam Państwa serdecznie, ostatnio w ręce wpadła mi doskonała książka „Królestwo za mgłą” autorstwa Pani Zofii Posmysz, byłej więźniarki Auschwitz Birkenau z numerem obozowym 7566 , Ravensbruck oraz Neustadt Glewe. Pani Zofia Posmysz urodziła się w roku 1923 w Krakowie.

Królestwo za mgłą moim zdaniem jest próbą tak naprawdę przedstawienia więzi oraz „przyjaźni esesmanki imieniem Franz właśnie z autorką. Książka wyszła w formie wywiadu. Serdecznie polecam.

Aleksander Peczerski-„Szturm w nieśmiertelność- wspomnienia powstańca sobiborskiego

Witam Państwa serdecznie, bardzo się cieszę,że blog cieszy się coraz większą popularnością w sieci, dziś chciałem zrecenzować niewątpliwie bezprecedensową pozycje książkową jaką są wspomnienia niezwykle charyzmatycznego i odważnego powstańca Aleksandra Saszy Peczerskiego. Książka pod tytułem „Szturm w nieśmiertelność” dla mnie jest bezprecedensowa. Przeczytałem ją w jeden dzień.

„Z Saszą Peczerskim znaliśmy się z obozu w Mińsku. Do Sobiboru wieźli nas jednym transportem. On się wyróżniał,był wysoki,przystojny i starsi więźniowie w Sobiborze,którzy tam byli po 17 miesięcy,zaczęli się nam przyglądać. Zauważyli Peczerskiego,zrozumieli,że to oficer….
                                                                             Siemion Rozenfeld(Tel Awiw)-więzień Sobiboru
Książka ukazuje losy Peczerskiego jeszcze przed przybyciem do obozu w Sobiborze. Przeczytałem książkę w jeden dzień i czuję niedosyt, z każdą stroną chciałem czytać jeszcze więcej, uważam,że warto przeczytać tę pozycję bezpośrednio przed lekturą z okresu obozu w Sobiborze, pokażę ona wówczas czytelnikowi losy „bohatera sobiborskiego” i pozwoli niejako zespolić oba wydarzenia praktycznie w jednym czasie.

Matthew Brzezinski-„Armia Izaaka Walka i opór polskich Żydów”

armia-izaaka-walka-i-opor-polskich-zydow-matthew-brzezinski

Z miłą chęcią czytałem książkę Matthew Brzezińskiego „Armia Izaaka Walka i opór polskich Żydów. Losy Izaaka Cukiermana i jego przyjaciół opisane przez autora są przejmujące do granic możliwości, chęć przeżycia bohaterów sprawia,że książkę czyta się z zapartym tchem, barwne opisy Warszawy walczącej z niemieckim okupantem sprawią,że czytelnik przeniesie się w miejsce akcji.

„Zuchwałe akcje sabotażowe,brawurowe ucieczki,szmuglowanie broni,dwa powstania bez szans na zwycięstwo. Ta książka to prawdziwe odkrycie dla polskiego czytelnika” Moim zdaniem jest to jedna z lepszych książek tyczących się Holocaustu jaką przeczytałem.

Archiwum Ringelbluma dzień po dniu zagłady- recenzja książki

Witam Państwa serdecznie i ciepło, wiem,że czekaliście na recenzję tej pozycji i wreszcie pojawia się ona na blogu.

Archiwum Ringelbluma jest to książka typowo wspomnieniowa, jak zresztą wszystkie moim zdaniem opiewające na tematy zagłady i pokolenia Shoah. Choć muszę powiedzieć iż Emmanuel Ringelblum nie był człowiekiem z pokolenia Shoah bo nie przeżył wojny i obozu koncentracyjnego. Książka ta jest zbiorem wspomnień z pobytu w Getcie warszawskim, pojawiały się co prawda wcześniejsze wydania tego typu, np opracowane przez Rutę Sakowską Archiwum Ringelbluma . Getto warszawskie lipiec 1942 styczeń 1943. Zastanawiało mnie po co się wydaje takie książki. Czy ma być to uzupełnienie tego co zostało już napisane, powiedziane, udokumentowane czy co? Książka jest niezwykle elegancko wydana i czyta się ją całkiem przyjemnie. Możemy się dowiedzieć,że autor stał na czele organizacji żydowskiej Oneg Szabat oraz wielu innych,jakże cennych z punktu widzenia czytelników informacji na temat pierwszego i chyba jedynego podziemnego archiwum. Co sprawia,że czasami czytelnik gubi się w tym co czyta? Mianowicie urywane osobiste relacje Ringelbluma bądź jego pobratymców. Natomiast plusem tej pozycji jest to iż wspomnienia zebrane w jedną całość układają się w historię dokonującej się wtedy zagłady ludu żydowskiego. Pokazują jedno z obliczy zagłady narodu żydowskiego, moim zdaniem niewinnego i pokrzywdzonego przez politykę III Rzeszy.

Tę książkę polecam z całą odpowiedzialnością! Jest to istotny materiał dokumentujący historię zagłady Żydów

5 lat Kacetu Stanisława Grzesiuka-wspomnienia oraz historia życia piórem spisana!

Witam bardzo serdecznie po jakże długiej przerwie w pisaniu…. ostatnio miałem zaszczyt przeczytać książkę Stanisława Grzesiuka, polskiego piewcy folkloru czerniakowskiego, ateisty, pisarza, więźnia aż trzech obozów koncentracyjnych: Dachau, Gusen, Mauthausen.

Stanisław Grzesiuk

za:www.wikipedia.org

Jest to książka opisująca 5 lat które autor przeżył w obozach, Grzesiuk barwnie opisuje swoje lata spędzone w obozach, w pozycji „5 lat kacetu” jest coś niesamowitego, ten humor autora, pomimo sytuacji w której się znalazł. Jak się okaże później, Stanisław Grzesiuk zjedna sobie wielu ludzi do siebie. W książce Stanisława Grzesiuka ukazana jest” recepta” na przeżycie obozów koncentracyjnych, tą receptą są:spryt autora, pomoc kolegom, humor(czasami aż za bardzo) oraz co najważniejsze i najistotniejsze czynny,ale według mnie mocny opór autora wobec kapów i SS-manów obozowych. Więcej nic nie napiszę o książce. Trzeba ją koniecznie w 100% przeczytać!!!!

Grób Stanisława Grzesiuka na wojskowych Powązkach ( za:www.wikipedia.org)

Cytaty Stanisława Grzesiuka( z książki „5 lat kacetu”)(za:
http://pl.wikiquote.org)
 Stanisław Grzesiuk -bohater czy szaleniec? dyskusja internautów

Książkę znajdziecie w antykwariatach i bibliotekach!

Książkę z czystym sumieniem polecam!!!

Denis Avey-„Człowiek który wkradł się do Auschwitz”

Ja, żołnierz brytyjski i jeniec wojenny, chroniony do tej pory konwencją genewską, spojrzałem w dół, na moje nowe ubranie, bezkształtne i workowate, w brudnoniebieskie pasy, z widniejącą na bluzie żółtą gwiazdą. Pod okiem esesmanów przekroczyłem bramę obozu. Do Auschwitz III wszedłem z własnej i nieprzymuszonej woli pewnego wieczoru, późną wiosną 1944 roku.

CZŁOWIEK, KTÓRY WKRADŁ SIĘ DO AUSCHWITZ to historia brytyjskiego żołnierza, który z własnej woli przedostał się do obozu Auschwitz III-Monowitz.

Denis Avey zaciągnął się do wojska w 1939 roku. Uczestniczył w walkach w Afryce Północnej w szeregach 7 Dywizji Pancernej. Gdy dostał się do niewoli, umieszczono go w jenieckim obozie pracy E715 w Monowicach. Tam dowiedział się o okrucieństwach, jakich dopuszczano się wobec więźniów sąsiedniego obozu koncentracyjnego.

By zostać świadkiem bestialstwa nazistów zrezygnował z ochrony, jaką dawał mu mundur brytyjskiego żołnierza. Przebrany w pasiak żydowskiego więźnia dwukrotnie wkradł się do Auschwitz III – miejsca, w którym wyniszczającą pracą dla niemieckiego koncernu IG Farben skazywano więźniów na powolną śmierć.

                                                                                                                                za:                                                                                                                                 http://www.insignis.pl/
Książki nie czytałem tylko i wyłącznie z braku czasu.Książki należy szukać w bibliotekach .

Mieczyslaw Moldawa -„Gross Rosen-oboz koncentracyjny na Slasku”Mieczyslaw Moldawa -„Gross Rosen-oboz koncentracyjny na Slasku”

Mieczyslaw Moldawa byly wiezien obozu mieszczacego sie na Slasku na skraju wsi Rogoznica zdecydowal sie napisac monografie pod tytulem „Gross Rosen-obóz koncentracyjny na Slasku”;opisuje w niej powstanie obozu Gross Rosen,jego funkcjonowanie oraz wyzwolenie. O obozie Gross Rosen napisano niewiele,zreszta nie ma sie czemu dziwic bo nie wielu wiezniów ten obóz przezylo.Gross zaliczany byl do obozôw III kategorii, czyli do najciezszych.Oboz nie byl duzy a bil rekordy w usmiercaniu wiezniow,byl najgorszym obozem zaraz po Oswiecimiu. W obozie nie bylo konca udrekom wiezniow w nim pracujacych. Kazdy kto trafial do Gross Rosen wolal smierc niz katorgi obozowe,dlatego gdy dany transport wjezdzal na bocznice kolejowa rozlegaly sie strzaly straznikow ustawionych na postenkettcie.Ze wspomnien autora wynika iz oboz byl zamknietym swiatem ktory mial wlasne prawa,wlasna walute-bony towarowe,panowali w nim panowie zycia i smierci-SS-mani.
Ksiazka ta ma sluzyc poznaniu warunkow w obozie.

„Numery mówią”-wspomnienia więźniów KL Auschwitz

Książka pod tytułem „Numery mówią” opiewa wspomnienia tych którzy przeżyli horror oświęcimski, czyta się ją jednym tchem,Czasami są drastyczne aż łzy cisną się do oczu ale mimo wszystko udało się tym ludziom przeżyć ten horror.Książkę polecam wszystkim pasjonatom literatury wspomnieniowej…

Tadeusz Gędziorowski -„Dachau”

Chciałbym Wam przedstawić książkę Tadeusza Gędziorowskiego – więźnia obozów w Oświęcimiu  , Dachau oraz Neugamme. Książka pod tytułem „Dachau” to wspomnienia z pobytu autora w Dachau.od 1942 roku autor wspomnień przebywał w tymże obozie i tam też doczekał się wyzwolenia. Książka ta ukazuje okrucieństwa których Ssmani dopuszczali się na więźniach obozów – nie tylko Dachau. Jednak po przeczytaniu tych wspomnień twierdzę , że obóz w Dachau pomimo tego iż był pierwszy nie był taki zły. Czytając te wspomnienia można by myśleć iż autor nie był wcale w Dachau. Dachau w porównaniu z innymi obozami to był „raj dla więźniów. W każdym obozie koncentracyjnym byli „ludzie nie ludzie” chociażby taki Krankenmann albo Meier ale jednak obóz nie był taki zły jak go inni więźniowie wspominają. W książce jest mało egzekucji i bicia .Nie spotkałem się aby autor wspomnień był nagminnie bity tak jak to bywało w innych wspomnieniach i to nie tylko z Dachau. W obozie była także praktykowana pseudomedycyna a więc eksperymenty pseudomedyczne i to przeważnie od nich ginęli więźniowie w Dachau. Jak w każdym obozie tak  i w Dachau działało krematoria i komory gazowe. Twiedzę jednak iż wspomnienia te są  i tak „lekkimi wspomnieniami” w porównaniu z tymi które już czytałem. Jednakże książkę polecam do przeczytania i refleksji.

„Anus Mundi”Wiesława Kielara-horror oświęcimski

Wiesław Kielar urodził się w 1919 roku był reporterem i więźniem KL Auschwitz Jego numer obozowy to 290 co wskazuje na to iż był jednym z pierwszych więźniów obozu.”Anus mundi” to określenie użyte w 1942 przez Hauptsturmführera Heinza Thilo, lekarza SS.

Książka „Anus mundi” (1966) nie jest powieścią, choć czyta się ją jak pasjonującą powieść. Jest dokumentem. Wszystkie występujące w niej postacie są autentyczne, podobnie jak autentyczne są przeżycia autora: sytuacje, w których się znajdował i wydarzenia, w których uczestniczył. Miał niepełne 21 lat, kiedy 14 czerwca 1940 r. przybył z więzienia gestapo w Tarnowie w pierwszym transporcie więźniów politycznych do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Było ich 728. Tu nazwiska zamieniono im na numery. Odtąd mieli być tylko przedmiotami, własnością SS, zarejestrowaną w obozowej kartotece pod numerami od 31 do 758.

Wiesław Kielar stał się numerem 290 i tak zaczął się blisko pięcioletni okres jego życia nierozerwalnie związany z nazwą KL Auschwitz i dziejami tego obozu.

Datę osadzenia w nim tej polskiej grupy więźniów politycznych historia określa jako początek funkcjonowania obozu oświęcimskiego, jako pierwszą kartę jego tragicznych rozdziałów, choć trzy tygodnie przedtem sprowadzono tu z obozu koncentracyjnego Sachsenhausen 30 niemieckich kryminalistów, osobiście dobranych przez późniejszego kata oświęcimskiego rapportfuehrera Gerharda Palitzscha. Oni to, oznaczeni w Oświęcimiu numerami 1 do 30, razem z niewielką jeszcze wtedy, bo liczącą niewiele ponad setkę ludzi, załogą SS stanowili istotną część struktury organizacyjnej obozowego systemu terroru i gwałtu. To oni byli gorliwymi pomocnikami esesmanów na różnych odpowiedzialnych stanowiskach, pełniąc funkcje blokowych i nadzorców. Życie 728 więźniów z pierwszego transportu stało się zależne nie tylko od SS, ale także od przestępców kryminalnych. „Od tej chwili byliśmy numerami skazanymi na dożywotnie przebywanie w KL Auschwitz – napisze Kielar wiele lat po wojnie – a co to jest obóz koncentracyjny, mieliśmy się niebawem przekonać”.

Nikt nie będzie w stanie powiedzieć o Oświęcimiu pełnej prawdy, kiedy odejdą jej ostatni świadkowie. Jest ona niewyobrażalna, przerasta granice percepcji każdego człowieka, jeśli sam tego nie przeżył. Dla ludzi, którzy mieli szczęście urodzić się już w czasie pokoju, i dla tych, którzy będą przychodzili na świat, KL Auschwitz będzie się stawał coraz bardziej odległym w czasie symbolem, tragicznym, ale przecież w jakimś sensie odhumanizowanym, martwym jak cmentarny nagrobek, mimo gigantycznych, straszliwych rozmiarów tego cmentarza. Bo nawet owe cztery miliony ludzi tam zamordowanych, zamienionych w dym i popiół, są dzisiaj dla większości współczesnych tylko martwą liczbą, umownym pojęciem. Nie budzi wyobraźni ani myśl o tym, że były to cztery miliony osobowości już ukształtowanych i tych, które dopiero miało uformować życie, że ta liczba oznacza cztery miliony pojedynczych losów ludzkich, indywidualnych radości i dramatów, planów i nadziei, uczuć i konfliktów, które zostały unicestwione jednocześnie z fizyczną zagładą.

I to jest jedna z podstawowych, najokrutniejszych prawd o Oświęcimiu. Dlatego też świadectwo Kielara, przywołujące ją wiele lat po rozgromieniu hitleryzmu, wydaje się wydarzeniem szczególnej wagi.

  Autor jest bowiem bezpośrednim świadkiem zbrodni oświęcimskiej, i to od samego początku, od pierwszego jej aktu, do samego końca, przez wszystkie jej etapy. Swą niezwykle szeroko zakrojoną, niejako panoramiczną powieścią autobiograficzną wypełnia on ziejące dzisiaj pustką baraki i ulice obozów Oświęcimia i Brzezinki ludźmi, którzy żyjąc w tym piekle wiedzieli, że skazani są na nieuchronną śmierć, jaka wcześniej czy później musi nadejść. I to najczęściej śmierć ohydna; im bardziej zła, tym więcej podła. Było jej pełno dookoła każdego dnia i nocy, w każdej niemal godzinie. Stała się zjawiskiem tak powszechnym i pospolitym, że można się było do niej po prostu przyzwyczaić.

Zapraszam do przeczytania tej pozycji

„Sobibór”-Nowa publikacja pod redakcją merytoryczną Marka Bema

Książka pod tytułem „Sobibór” pod redakcją merytoryczną dyrektora muzeum we Włodawie  Pana Marka Bema jest najnowszą publikacją dotyczącą Sobiboru po książce Thomasa Blatta „Ucieczka z Sobiboru.”.

„Przedstawiamy  unikatową opowieść o hitlerowskim obozie śmierci Sobibór, funkcjonującym w czasie II wojny na wschodnich krańcach Lublelszczyzny.Niemcy z bezwzględną skutecznością przeprowadzali tam  program masowej , natychmiastowej zagłady Żydów.W październiku 1943 roku więźniowie zorganizowali bunt, w wyniku którego wielu z nich udało się zbiec.Po tym wydarzeniu Niemcy zlikwidowali tę katownie.W książce znalazły się relacje dwunastu spośród ocalałych więźniów.Dziesięć z tych świadectw ukazuje się w Polsce po raz pierwszy”

Powinien ją przeczytać każdy kto lubi literaturę tego typu oraz jest prawdziwym pasjonatem tego okresu historii.

Thomas Blatt-„Ucieczka z Sobiboru-Nowa pozycja Thomasa Blatta

Kolejna książka Thomasa Blatta ,Żyda ocalałego z Sobiboru pod tytułem „Ucieczka z Sobiboru to opowieść o życiu w spartańskich warunkach obozu sobiborskiego.

To ważna i głęboko poruszająca książka,napisana przez jednego z bohaterów legendarnej ucieczki z Sobiboru w 1943 roku.Pełna siły i pasji,oddaje cześć pamięci ofiar obozu.Trzeba ją przeczytać
                                                                                                     
                                                                                                Neal M. Sher
                                                                                                   Departament Sprawiedliwości USA

Fragment książki „Ucieczka z Sobiboru”

„Wiedzieliśmy, co nas czeka.Wiedzieliśmy, że jesteśmy w obozie zagłady i nie unikniemy  śmierci.Wiedzieliśmy, że nawet nagły koniec wojny, który może uratować więźniów ze „zwykłych” obozów koncentracyjnych, nie ocali nas. Tylko desperackie działania mogły skrócić nasze męki i stworzyć jakieś szanse ucieczki.Narastała i dojrzewała wola oporu.Nie marzyliśmy o wyzwoleniu ; mieliśmy tylko nadzieję na zniszczenie obozu i śmierć od kuli zamiast w komorze gazowej.Nie zamierzaliśmy niczego Niemcom ułatwiać.”

P.S Jak każda książka Blatta ta jest także bardzo dobrze napisana.Czytelnik czytając tą pozycje literacką „wędruje”razem z autorem w świat historii SS Sonderkommando Sobibór.

Ludwik Gancarz w Auschwitz-Wspomnienia więźnia Auschwitz

Wspomnienia Ludwika Gancarza z pobytu w Auschwitz 
 

Dwudziestego stycznia 1943 roku zostałem uwolniony z katowickiego więzienia i wyprowadzony przez strażnika więziennego na wolność. Za bramą więzienia stał jakiś nieznany mi cywil i wskazując ręką, powiedział coś po niemiecku. Widząc pod ścianą więzienia stojącą grupkę ludzi, domyśliłem się, że mam do nich dołączyć. Stojąc już razem w grupie, podsłuchałem, że są to też zwolnieni z więzienia i zostaniemy razem przewiezieni do pracy w cukrowni…

W jakąś godzinę później, już na samochodzie okrytym szczelnie plandeką razem z 38 mężczyznami i kilku kobietami wyjechaliśmy w nieznanym dla nas kierunku. Po kilkugodzinnej jeździe samochód się zatrzymał. Obok stojącego już samochodu słyszeliśmy jakiś szwargot niemiecki i kroki chodzących ludzi. W chwilę później plandeka z tyłu samochodu nagle się podniosła, a kilku stojących żołnierzy obok samochodu krzyczało: „Raus”. Po zeskoczeniu z samochodu zobaczyłem jakieś bardzo dziwne miasto. Jeszcze takiego miasta nigdy nie widziałem. Wszystkie domy były nie otynkowane i nie rosły tam drzewa ani żadne krzewy. Po zejściu wszystkich z samochodu żołnierze niemieccy ustawili nas po pięciu w szeregu i chodząc obok nas z karabinami gotowymi do strzału, zabronili nam rozmawiać. Stojąc już teraz w szeregu, przyglądałem się temu dziwnemu miastu. To dziwne miasto było też ogrodzone jakimś dziwnym płotem. Żołnierze, którzy nas pilnowali, na kołnierzach swoich mundurów mieli takie drukowane dwa 44 z drugiej strony trupią czaszkę, a pod nią dwa piszczele złożone w kształcie razy. Ta trupia czaszka na ich kołnierzach mnie przerażała. W kilka minut później, jeszcze z daleka, zobaczyłem, że z tego dziwnego miasta jacyś znowu dziwnie poubierani ludzie w takie pasiaste ubrania z ostrzyżonymi głowami, bez czapek, z założonymi na swoje barki powrozami ciągnęli jakiś duży wóz, który naładowany był do pełna, jak mi się z daleka wydawało, jakimiś okorowanymi pniami drzew. Z tyłu, też może z dwudziestu takich samych ludzi, popychało ten wóz.

To wszystko tutaj jest takie jakieś dziwne? Ja nigdy nie słyszałem, aby ktoś o takim dziwnym mieście coś mówił. Dziwne jest to miasto, ten płot i ci ludzie tak dziwacznie poubierani, i to że tego wozu nie ciągną konie?

W chwilę później kiedy już ciągnięty i popychany wóz zbliżał się do nas stojących ciągle w szeregach, wyraźnie poczułem, że czapka na mojej głowie się podniosła. O nie! O nie! To już niemożliwe? To wszystko od samego rana, to tylko mi się śni. 1 zaraz zacząłem się mocno szczypać po rękach, ale obudzić się nie mogłem. Dalej widziałem ten ciągnięty i popychany wóz naładowany pełniuteńko gołymi ludzkimi kościotrupami. Było ich ponad sto. Niektóre z tych kościotrupów wisiały z boku wozu z otwartymi ustami i oczami, a cieniutkie sztywne ich ręce kołysały się na wozie, jakby na nas kiwały. Kobiety stojące z nami, widząc to zaczęły głośno płakać i lamentować. A może ja umarłem? 1 jestem w piekle? Niedługo później już na pewno wiedziałem, ze to nie sen i że nie umarłem, a że jest to: „KONCENTRACIONS LAGIER AUSW1TZ”. A nie cukrownia jak rano podsłuchałem. W godzinę później po raz pierwszy jako siedemnastoletni chłopiec razem z 38 mężczyznami i kobietami przekroczyłem bramę obozową. Po ostrzyżeniu włosów i przemundurowaniu nas zostaliśmy skierowani na trzytygodniowy blok kwarantanny. W czasie tej kwarantanny uczono nas maszerować i zdejmować myce (czapki) na komendę. Przy tych ćwiczeniach blokowy i sztubowi codziennie zabijali po kilku więźniów. Poza tym, raz w tygodniu niemiecki lekarz przeprowadzał selekcję i każdego słabiej wyglądającego więźnia skierowywał na zagazowanie. Do strachu przed męczeńską śmiercią jeszcze dołączył głód i zimno. To też dużo więźniów, nie mogąc wytrzymać tego prawdziwego piekła na ziemi, uciekali do drutów naładowanych wielkim napięciem elektrycznym, aby tutaj zakończyć mękę. Zazwyczaj im się to nie udawało, bo jeszcze przed dobiegnięciem do drutów zostawali zastrzeleni względnie postrzeleni przez strażników.

Po odbytej kwarantannie zostaliśmy przeniesieni na blok roboczy. Ale i tutaj dla więźnia nic się nie zmieniło, a jeśli, to bardzo często na gorsze. Bo musieliśmy wykonywać bardzo ciężkie prace na różnych budowach i na stacji kolejowej nosić biegiem różne materiały budowlane. Codziennie po skończonej pracy przynosiliśmy po kilku zabitych więźniów. Po powrocie z pracy i otrzymanej kolacji sztubowi znowu wyczytywali numery więźniów i zbijali ich najczęściej za niezawinione kary. Przeżycie jednego dnia w obozie, a nawet jednej godziny było wielkim szczęściem. Tutaj w każdej nawet minucie groziła więźniowi śmierć i to najczęściej męczeńska.

Mnie na szczęście „Dzięki Panu Bogu” pomimo bardzo młodego wieku udało się pokonać pięć takich najgroźniejszych obozów koncentracyjnych, o których mógłbym dużą książkę napisać.

Jan Michalak -„Nr 3273 miał 16 lat”-Wspomnienia 16 latka z obozów koncentracyjnych

Autor książki Jan Michalak opisuje wspomnienia po latach z obozów na Majdanku,Gross Rosen oraz komanda obozu koncentracyjnego Flossenburg w mieście Leitmeritz.Michalak próbuje uzmysłowić w jakże prosty sposób historię działania obozów których był więźniem.
Co do narracji to jest ona barwna i przejżysta i każdy zainteresowany tą tematyką na pewno sięgnie po tą pozycje.

Książki należy szukać w bibliotekach i antykwariatach.